piątek, 18 grudnia 2009

Niech Cię dziecko Bozia wynagrodzi...

Żyję z depilacji męskiego bikini

Ta 23-latka w ciągu jednego tylko miesiąca ogląda więcej penisów niż przeciętna kobieta przez całe życie!
I tym razem wcale nie chodzi o seks…
Celeste Perron, Pola Czapla

Gdybyś była facetem i chciała pozbyć się włosków z miejsc intymnych, nie miałabyś łatwego zadania.Mogłabyś obdzwonić wszystkie salony kosmetyczne w mieście, nawet te specjalizujące się w depilacji, i wszędzie usłyszałabyś to samo: „Nie wykonujemy tego typu zabiegów”. Nie ma szkoleń, na których można zdobyć tę poszukiwaną (tak! faceci
o to pytają) umiejętność, ale też nie ma wielu chętnych, które chciałyby się tego nauczyć.
– Żadna z dziewczyn, które zatrudniam, nie chciała zajmować się męskimi genitaliami. Po pierwsze to nic przyjemnego, a po drugie, jaki facet zgodziłby się, żeby jego dziewczyna zarabiała w ten sposób na życie? – mówi właścicielka jednego ze znanych warszawskich studiów depilacji.

Nawet jeśli są miejsca, które mają takie zabiegi w ofercie, ich reklam nie da się znaleźć w internecie.
– Nie chwalimy się tym, bo nie chcemy mieć nieprzyjemności – mówi właścicielka salonu z Lublina.
– Świat jest pełen zboczeńców, którym wcale nie zależy na gładkiej skórze, ale na seksualnej zabawie. Wyczuwam ich już na kilometr i od razu odmawiam.
Chociaż trudno przebić się przez to depilacyjne podziemie, Cosmo dotarło do dziewczyny, która robi porządek z męskimi klejnotami. Wyciągnęłyśmy od niej kilka ciekawych historii.

Nauka na żywym organie
„Wybrałam ten zawód, gdy miałam 18 lat. Moja mama była kosmetyczką, więc wiedziałam, w co się pakuję. Potem okazało się, że jednak nie do końca. Najpierw depilowałam nogi, pachy, ręce, ale klienci – i to mężczyźni! – coraz częściej pytali o bikini. Nigdy bym nie przypuszczała, że po pięciu latach pracy właśnie w tym będę się specjalizować.

Gdy do gabinetu wszedł mój pierwszy w życiu klient, byłam przerażona. Nogi miałam jak z waty, ręce mi drżały – a to bardzo niedobrze, gdy trzymasz gorący wosk nad zawartością męskiego rozporka. Miałam 19 lat, on około czterdziestki. Wyglądał jak księgowy: pachnący, świeżo ogolony, idealnie wyprasowany. Nie dziwię się, że przyszedł: chciał, by jego genitalia były tak samo nieskazitelne jak wszystko inne. Tymczasem całe moje doświadczenie z męską depilacją ograniczało się do jednego krótkiego filmu, który widziałam w szkole kosmetycznej. Problem polega na tym, że nie da się opanować tej delikatnej sztuki inaczej, jak tylko ćwicząc na prawdziwych modelach. Moja pierwsza próba nie skończyła się najlepiej. Genitalia księgowego płonęły żywym ogniem. Usunęłam mu przynajmniej jedną warstwę skóry i sprawiłam, że został impotentem na wiele dni…

Teraz nie zdarzają mi się takie wpadki i mam już całkiem spore grono stałych klientów. Czasem wygugluję tego czy tamtego – okazuje się, że to menadżer, człowiek z biznesu rozrywkowego, prawnik. Moim ulubionym jest pewien Włoch – bogato obdarzony przez naturę, pewny siebie i niesamowicie uwodzicielski. Ma dziewczynę, ale jestem pewna, że z nią zerwie. Stanie się to zaraz po tym, jak zda sobie sprawę, że przeznaczona mu kobieta to ja – ta, która raz w miesiącu pochyla się nad jego męskością…


Źródło: Cosmopolitan.pl

2 komentarze:

Czorttom pisze...

Hmmm ciekawe zajęcie.Troszkę się podstrzyc czemu nie ale deb(p)ilacja?
Cytowane czasopismo już za moich studenckich czasów było nazwane poradnikiem seksualnym przez koleżanki z roku.

Bart pisze...

Hehe! Umiarkowana debilacja fajna rzecz! :-D
A co do pisma, to wpadłem na stronkę przypadkiem, w sumie z inspiracji kogoś innego, kto się z cholernie sexi fotą obnosi... :-P