środa, 21 października 2009

Z bezrobocia wzięte

Byłem bezrobotny nie?
Bratowa mnie namówiła żebym złożył wniosek o tzw. dodatek aktywizacyjny, który to polega na tym, że się dostaje (albo i nie, jak się okaże za chwilę) maksymalnie do połowy kwoty przysługującego zasiłku, przez jakiś tam czas (no już nie będę się tu rozwijał, nie?).
No!
No i złożyłem wniosek, nie?
Przyszedł list z Urzędu Pracy.
Ociec wziął i był otworzył list za moją namową - przecież nie będę napierdalał 300km żeby list otworzyć, nie?
No!
I czyta, że mi nie przysługuje. No i się ojciec wkurwił...
Poprosiłem żeby trzasnął temu papierkowi fotę i mi przesłał (teraz to skanery już w domowym użytku nie są nawet potrzebne).
Przysłał mi protokół z okresowej kontroli budynku, którą to kontrolę jako inżynier budowlany chyba przeprowadzał. [Chyba dotyczy czynności przeprowadzenia kontroli a nie jego kwalifikacji...]

No i tak sobie poczytałem i się nawet zacząłem zastanawiać nad tym, jakim prawem krwawy zbójco chcesz ty polską pożreć kozę...?!
I doszedłem do wniosku, że nie ma sensu zadymy robić a już nawet zacząłem nabierać ochoty... :-|
Pozostały mi tylko myśli na ile sensowne są analizy w MPiPS, które to zapewne uwzględniają tę grupę społeczną, której tak jak mi się jakieś dwieście zeta nie należy co miesiąc, bo przecież ten co bierze zasiłek, to niech weźmie jeszcze dodatkowo te dwie stówy, a ten co nie bierze, to niech nie dostaje nic. Tak chyba jest dobrze, się domyślam...
Logicznie znaczy się... i mądrze tyż...

Ech żizń!

Brak komentarzy: