środa, 13 maja 2009

Idę ci ja na solarkę

Zamawiam sobie kajutę i czekam.
Poczekalnia pęka w szwach. No tak to jest kiele 19:00.
Siedzę i siedzę... W pewnym momencie wyskakuje z takiej kanciapy kobieta i mówi do czekającej w poczekalni klientki, że już za sekundkę panią przyjmie, jeszcze tylko aktualnie obrabianej klientce pomaluje paznokcie.
Ja jeszcze na ten moment siedziałem w oczekiwaniu na swoją turbo-windę.
Minęło jakieś 2 minuty. Przegroda wolna, mogę się wciskać. Nie wiem czy to tak publicznie mogę powiedzieć... hmmm... Niech stracę! Zamówiłem sobie rakowacenie skóry przez 15 minut. Wchodząc zastanawiałem się czy ta sekunda będzie jeszcze trwała po moim wyjściu. No więc, nie wiem ile mi zajęło rozebranie się (mniam!) + 15 minut fikania przy kretyńskiej muzyce pod ciepłem ultra-cokolwiek lamp + ileś tam ubierania się (to robię bardzo niechętnie, bo wolę bycie rozebranym), w każdym razie wychodzę ja a ta sekunda jeszcze w tym fotelu siedzi!
Ja to, za coś takiego, to bym apopleksji dostał i kosztami sądowymi obciążył. Pani zapewne przyzwyczajona do takiego siedzenia i czekania, i nic nierobienia. Uśmiałem się, gdy wychodząc spojrzałem na tą biedną sekundę. Powiedziałem wszem i wobec Dziękuję i do widzenia.

Brak komentarzy: