czwartek, 30 kwietnia 2009

A to, że ja umieram na anginę to już się nie liczy?

Ja tu kurna czegoś nie rozumiem.
154 osoby chore na świńską grypę. Podobno to z Meksyku idzie. Jak zatem 91 zachorowań w Stanach ma się do marnych 26 w Meksyku? Co do umieralności, to się nie dziwię, że jest odpowiednio 1 do 7, bo w Meksyku bieda z nędzą.

Patrząc na info w sieci, to epidemia niejakiej grypy hongkong, panującej w latach 68-70 ubiegłego stulecia, wg szacunków posłała na tamten świat od 750 tys. do 1 miliona obywateli tego świata. Daje to w prostym przybliżeniu od 1027 do 1369 zgonów dziennie. A to była epidemia. Wcześniejsza epidemia (lata 57-58), niejaka azjatycka wersja, w analogiczny sposób prezentuje się w liczbach od 1369 do 2054 zgonów dziennie.
Była też i pandemia, proszę sobie wyobrazić. W latach powojennych (1918-1919), ta się zwała hiszpanka i kosiła od blisko 68,5 tys. do 137 tys. ludzi dziennie!
Z całym szacunkiem, ale od niemycia się dziennie więcej ludzi umiera, niż te wszystkie przypadki zachorowań (skumulowane oczywiście) na słynną już na całym świecie zapewne grypę świnkę.
A jeszcze na onecie zdjęcie rypnęli, jak ludzie chodzą po ulicach z maskami na gębach! To już kał we łbie trzeba mieć, naprawdę...

------

A se jeszcze popiszę. A co!
A tak w ogóle, to czy ktokolwiek się zastanawia co oznacza słowo pandemia?
Toż to taka epidemia, tylko na innym obszarze działająca, znaczy się szerszym.
A co to jest epidemia?
Epidemia to nagły wzrost zachorowań na daną chorobę. Definicje nie precyzują tego nagły, jednak chodzi o to, że wzrost zachorowań jest znacznie większy od standardowego. Może być zatem tak, i niejednokrotnie w historii tak było, że pandemia wcale nie musi być groźniejsza od lokalnej epidemii, bo w takiej pandemii padnie dajmy na to 7+1=8 sztuk, a w epidemii powiedzmy 1000 na dzień!
No a skoro wcześniej świńskiej grypy nie było, to zgodnie z definicją, wzrost z zera do 1 już jest znaczący, względnie nagły...
Jeżu o jakich ja pierdołach myślę!

Brak komentarzy: