środa, 29 kwietnia 2009

Sekret owocu

A to wszystko przez to, że się znów anginy nabawiłem...

Koncertu Simply The Red nie będzie. Odwołali ze względu na mnie.
No i plany na weekend z Pawłem też w pizdu porozwalane...


Najpierw se pierdolnę w ramach deseru cukier wanilinowy (zawsze mówiłem na to waniliowy), albo drożdże liofilizowane (co to w ogóle jest?!) tak dla odmiany.

Nie wiem co tu robią Ludwik z Bambino...


Czy ktoś coś mówił o segregacji płciowej...?

A to chyba przejdzie do historii...


Łupie mnie we łbie jak nie wiem! Na dobrą sprawę, nie powinienem nawet do kompa siadać i po tym poście wskakuję pod kołderkę.
Coś jakby chciało mi łeb od środka rozerwać... Obcy to rozrywał klaty. U mnie z klatą wszystko w porzątku. Nic nie rzęzi, nie charcha...
No i mnie podkreśla no!
Już tylko 37.3...
Jeżu! Jakim jak słownictwem się posługuję!!!
-------
CHARKAĆ, CHARCHAĆ, *CHRACHAĆ
1. >>głośno wydobywać z gardła jaki płyn (np. flegmę lub krew), spluwać, krztusić się; płukać gardło, poruszając małym językiem<<
2. >>wydawać chrapliwy odgłos, chrząkać, pochrząkiwać<<

a to się wzięło z wszechwiedzącego gugla oczywiście, ale tak naprawdę to ze SŁOWNIKA JĘZYKA POLSKIEGO XVII I 1. POŁOWY XVIII WIEKU!!!

Brak komentarzy: