środa, 8 kwietnia 2009

Już jest!

Jak widać łatwo mnie zmanipulować.

Nie ma jednak tego złego...

No więc taki był początek. Postać Mister Łiskersa całkowicie zakryta. Lekkie rozdarcie w krepinie zdradzało jedynie barwy... :-)


Mister Łiskers nie chciał opuścić bezpiecznego jak do tej pory ukrycia. Lekko odsłoniwszy swe okrycie, Mister Łiskers zdradził swą obecność nie ukazując się w całości, zdradzając jednak obecność swego kompana... Zdechła kura towarzyszyła mu całą drogę.


Po chwili jednak Mister Łiskers zorientował się, że nic szczgólnego się nie dzieje. Dostrzegł, że przygląda mu się uśmiechająca i jednocześnie zaciekawiona postać w żółtym stroju. Od razu go to ożywiło i postanowił odkryć całą swą postać. Jego widok aż się prosił żeby wziąć go na ręce...
Po chwili do niego dotarło, że zostanie tu na dłużej, być może nawet na całe życie...


Pomyślał więc, że w takim razie musi przejść przez próg domu jak na mieszkańca przystało.


Po wielkim i jakże dostojnym wejściu, Mister Łiskers został wyściskany i przytulony, co sądząc po wyrazie twarzy i jak mu z oczu patrzyło, mimo wszystko okazało się być dla niego szokiem...


Zadomowienie się w nowym miejscu, w nowej sytuacji wymaga czasu. Jednak bez obaw. Mister Łiskers ma swego towarzysza. Wprawdzie kura zdechła ale wiernie dotrzymuje mu towarzystwa. Nie komentuje, nie rzuca podejrzliwych spojrzeń. Po prostu jest...

Brak komentarzy: