sobota, 14 lutego 2009

Och Ela!

Obejrzałem Elizabeth: The Golden Age.
Zgodnie z oczekiwaniami zaabsorbowałem niesamowitą dawkę emocji. Cate Blanchett oczywiście mnie zauroczyła. Niesamowite jednak w tym filmie (jak i w pierwszej części) jest to, że zdecydowano się na takie rozwiązanie, aby pokazać właśnie takie momenty, które świadczą o tym co człowiek przeżywa, co czuje w związku ze swoimi czynami, wyborami, których dokonuje i ich konsekwencji, to jak wspomina przeszłość, piękną przeszłość, świadomość, że już nigdy nie będzie tak samo, ani nawet podobnie, właśnie z powodu dokonanych wyborów. Muzyka powodująca ciary na całym ciele.
Zakochałem się!

Brak komentarzy: