poniedziałek, 2 lutego 2009

No jakiś bodzieć w końcu...

W sensie pozytywny do tego żeby się cokolwiek nadawało na bloga...
Byłem w kinie na milkmanie.

Scena, która zrobiła na mnie największe wrażenie to ta, w której Harvey zalicza kilka kulek. Moment tuż przed pierwszym strzałem był tak krótki, że nie jestem pewien, czy przerażenie na twarzy wynikało z obawy o własne życie (zazdroszczę), czy z obawy konsekwencji jakie dla życia Dona (bodaj tak na imię miał facet, który strzelał), będzie miał ten fakt, a z których Harvey momentalnie mógł zdać sobie sprawę (podejrzewam go o takie zboczenie, bo sam takowe posiadywam - niestety...)

Postać skojarzyła mi się z Gandhim. Podobne problemy, podobne dylematy. Inne tylko panowie mieli cele. No a mój dylemat, to czy cel uświęca środki...

W każdym razie należy się panu podziękowanie, bo dzięki takim ludziom, ja dzisiaj mogę spokojnie wyjść na ulicę. Mimo, że jeszcze jakieś 10 lat temu miałem niekiedy obawy przed oberwaniem w mordę, o tyle dzisiaj coś takiego mi nawet przez myśl nie przejdzie, no chyba, że pojawi się jakiś taki trigger, jak np. ten film.

Zasiadając w fotelu pomyślałem, że będę się starał na to patrzyć z punktu widzenia 'nie geja'. Nie udało mi się to do końca, bo niektóre klimaty są mi znane, a 'nie gejom' nie. W każdym razie film naprawdę wart obejrzenia i polecam. Polecam chociażby dlatego, że pojawia się w nim temat obrzydliwej obłudy, która w nas tkwi, w każdym jednym człapiącym po tym padole. Nie ma co się łudzić. Ja też się czasem przyłapię na czymś takim.

Jedno mnie zastanawia. Hasło 'nadzieja'... Nie wiem jak długo można żyć, wydawało by się będąc szczęśliwym, bez nadziei? Jaka jest definicja nadziei? Czy marzenie, które jest jak najbardziej realne, kwalifikuje się pod tą definicję? A czy marzenie mniej realne, zakrawa już na nadzieję? W którym momencie tak się dzieje? Czy jeśli prawdopodobieństwo realizacji marzenia spada poniżej 39%, czy może raczej poniżej 64%, to już wtedy może być mowa o nadziei? Czy to tak działa? Pytania to jak najbardziej retoryczne są. Z czasem odpowiedzi same nadejdą.

Weekend był to szczególnie mózgowysysający. Czas do łóżeczka. Jutro praca i wariactwo, które totalnie mnie odmóżdży. ;-)

P.S. Zapodali w kinie zajawkę kolejnego thrillerowatego filmu. Jensen Ackles będzie się tam gdzieś kręcił... Mniam! :-)))

Brak komentarzy: