sobota, 28 lutego 2009

Fryzjer

A właściwie fryzjerka.
Obróciłem właśnie z umówionej wizyty. W tygodniu nie ma szans coby się do mojej pani Halinki dostać. Kobieta niemożliwa po prostu!
Następnym razem jak tam pójdę to chyba poproszę o oficjalną zgodę na nagranie i opublikowanie nagrania na blogu...

Dzisiaj tematem przewodnim była pani Lonia. Co to za imię?!
Pani Lonia ma ze 170 lat. Nie ma praktycznie włosów. Według wersji H., pani Lonia miała przyjść za tydzień w sobotę. Przyszła dzisiaj. Usługa: trwała. Trwała na skórze? Jezu co ta H. wygaduje o tych babach to boki zrywać. Wczoraj się okazało, że wszystkie poumawiane damesy (to słowa H.) zaspały. Pani H., to na moje oko kobieta zaraz po 40-ce. Ma w sobie taki power, tyle energii, że Stoen spokojnie mógłby zawierać umowę na dostawę energii. Nie przebiera w słowach, mówi co myśli i do tego wygląda! Baba z charakterem jakich mało.
No i wszystkiego dobrego!

Brak komentarzy: