piątek, 6 lutego 2009

Poranne popierdolenie mózgu

Dzisiaj to mogę powiedzieć, że to szczęście, że nie mam jakiego interfejsu typu mózg-THE NET, bo bym takie sentymenty zapodał, że by się drogi czytelnik nie pozbierał...
W każdym razie do tej pory mi przeszło. :-)

Widziałem natomiast po drodze do pracy gołębia. Gołąb opierdalał pół bochenka chleba! No i się zaczęło! Mózg zamiast się relaksować ostatnie chwile przed całym dniem pierdolenia się w biurze, to ten się uaktywnił w przedziwaczny sposób. Dlaczego ten gołąb tak popierdala z tym bochenkiem po całym chodniku? Czy on nie może tak spokojnie sobie go szamać? No i się okazuje, że nie. Delikwent ma dziób a nie szczękę, którą może merdać i niemalże łbem nie ruszać, coby się nażreć. Gołąbek musi się wbić w mięcho i wyszarpnąć kawałek. Z kolei prześladująca nas, jak dotąd chyba nie złamana (DLACZEGO????) zasada akcja-reakcja, powoduje, że na każde szarpnięcie ten bochenek kurwa reaguje. No i tak pewnie do tej pory zapierdala po tym chodniku...
Jadąc dalej. Ludzi na ziemi jest co raz więcej. Co raz więcej bochenków, co raz więcej pól uprawnych. Co raz więcej gołębi, różnego rodzaju robaczków i innych stworzeń skojarzonych z uprawami chociażby zboża na ten chlebek. Czegoś innego mniej, co raz mniej lasów, co raz mniej miejsca dla tzw. grubej zwierzyny. Zeżrą nas kiedyś te robale jak babcie, naprawdę!
W każdym razie w ostatecznym rozrachunku pojawił mi się przed oczami obrazek: puste ulice, nie ma żywego ducha. Tylko ptaszki i inne żyjątka. Ludzi szlag trafił. Ha! Nie ma świateł na skrzyżowaniach! Zostałem sam. Mam zaszczyt zgasić światło, będąc spokojnym, że nie zniszczymy tego wszystkiego co nas otacza. Błogo!

No i na chwilkę dosłownie wyjrzało słonko. Trochę nieśmiało, bo nie przedarło się przez chmury całkowicie, jakieś takie delikatne, ale były, świeciło nawet tak, że było widać cienie. Ciepełko. Wiosna! Piękne! :-)
Do tego wszystkiego jeszcze weekend! :-D

Brak komentarzy: