poniedziałek, 16 lutego 2009

Ach ta skromność!

Już jakiś miesiąc będzie, jak usłyszałem w radio wywiad z kimś, nie mam pojęcia z kim, ale facet powiedział jedną rzecz, która jak widać, gdzieś tam mi się po tym durnym łbie telepie. Chodziło generalnie o kryzys i rynek pracy a konkretnie chodzi mi o to, że facet powiedział, że ludzie, którzy np. stracą pracę z powodu kryzysu (bardziej lub mniej masowych zwolnień), powinni podejmować pracę, która nie dość, że daje mniejsze pieniądze, to jeszcze nie spełnia ich oczekiwań w sensie stawiania wyzwań, dalszego rozwoju, itd. Smutno to brzmi no ale skromnie uważam, że słusznie. Jak kryzys, to kryzys. Sam przecież swego czasu zafundowałem sobie mój własny kryzys i jakoś to co pan w radio mówił na zasadzie rad dla słuchaczy, to dla mnie zupełnie naturalne było. No i tak jadę od sierpnia. Ba! Nawet wcześniej, bo po magazynach z paletami i pomiędzy, to kto latał? Kto się na kelnera wybierał? No kto? :-D

Na wyprodukowanie tego posta złożyły się jeszcze dwa elementy:

1) To, że w piątek zadzwonił do mnie mój były pracownik, który nie pierwszy już raz mnie podbudował wyrażając otwarcie swoją opinię na mój temat, z propozycją pożyczenia mi kasy na mój własny biznes włącznie (z dokładnością oczywiście do tej pożyczonej kasy).

2) Dzisiaj dostałem mail'a od klienta mojej kochanej firmy, którego treść mogę chyba nawet spokojnie w całości przytoczyć. Może to nie będzie skromne. Może to i nic wielkiego, ale mi radochę nie w kij dmuchał sprawiło.
Cytuję:
Panie Bartku,
Zakończyła się sesja szkoleń zawodowych prowadzonych dla sprzedawców AXA w terminie listopad 2008 – styczeń 2009.
Podsumowując to zdarzenie pragnę serdecznie podziękować za wkład pracy, jaki włożył Pan w sprawne przeprowadzenie szkoleń.
Z pewnością nie jest to standardowy poziom wsparcia klienta.
Tak duże zaangażowanie w pracę zasługuje na najwyższe uznanie.
Głęboko wierzę, że wyższa kadra menedżerska Betacom doskonale zdaje sobie sprawę, jak wartościowych pracowników zatrudnia.

Pozdrawiam.

I tu podpis z firmową stopką.


Co więcej, informacja ta poszła w cc do: mój szefcio, handlowiec i członek (zarządu naturalnie!).

Troszkę mnie to połechtało. Nie powiem. No ale nie ma co się martwić. Momentalnie dokładam swoją interpretację, i wiem, że można było zrobić więcej. Nie mniej, trochę mnie usprawiedliwia fakt, że ta robota to jest brand new experience in my life i robię to raptem od sierpnia... Ten typ już tak po prostu ma.

2 komentarze:

b-city-stories pisze...

no to ja nic tylko pogratulowac chcialem...
bo sam bym duzo dal w chwili obecnej za polechtanie sobie milym slowem moich klientow, ktorzy ostatnio w obliczu kryzysu nawet sie ladnie szczerzyc juz nie umieja.

Bart pisze...

A dziękuję! :-))))
Dodam tylko, że 'z klientem' pracować nienawidzę jak... może lepiej nie powiem. ;-)
Chociaż czasem jak widać, zdarza się coś miłego. Mimo wszystko, nie po drodze to z moim charakterem. ;-)

Pozostaje mi życzyć więcej optymizmu Twoim klientom. W sumie trochę się dziwię, bo tamtejsze klimaty raczej jako optymistyczne wspominam i odbieram. No ale 'w biznesie' doświadczeń z 'dzikusami' nie posiadywam. :-p