niedziela, 4 stycznia 2009

Ha! Zapomniałem o tytule!

Obejrzałem The Forgotten z Julianne Moore... A Dominic West sexy jest! :-P
Dobry film ale ja nie o tym chciałem. Nie wiem od kiedy tak mam, od 5, 10 czy więcej lat. Dawno już temu zdałem sobie z tego sprawę i jakby zaakceptowałem. Czasem trochę się tego wstydzę. Czasem mam wrażenie, że to powoduje zażenowanie u innych osób, gdy mnie na tym przyłapią... Chodzi o to co się dzieje ze mną, gdy np. oglądam jakiś film, albo słucham muzyki, albo... no właśnie, takich sytuacji jest cała masa ale jako, że dźwięki i obrazy bardzo silnie działają na zmysły, bardzo wyraźnie przekazują emocje, to na tym się skoncentruję. No więc chodzi o to, że gdy oglądam np. taki film, to raz, że jeśli takowy film ma jakąś fabułę, to jest jeden podwód do zastanowienia, drugi natomiast jest taki, że w trakcie oglądania filmu włączają mi się skojarzenia z zupełnie innej bajki. Nie chcę analizować teraz tego czy ktoś kto pracował nad filmem miał taki właśnie zamiar czy nie. Faktem jest, że tak się dzieje i to nie tylko u mnie, bo człowieka do pewnego stopnia można definiować jako maszynę. Stąd przecież marketing... :-)))) Który mnie z jednej strony wkurwia a z drugiej momentami nawet fascynuje.
Pytanie: Czy można ryczeć oglądając odcinek Stargate SG-1 czy inny Atlantis?
Odpowiedź: Bartuś mówi, że można! Zna to z autopsji.
Czasami myślę, że to obłęd jakiś, że nie powinienem sobie pozwalać na takie odloty, bo to przecież nie o to w tym filmie chodzi, ale potem sobie myślę, że to przecież moja sprawa co ja z tego oglądania będę miał. Czy ja jednak nie za bardzo odlatuję? Czy ja jeszcze łączność z Ziemią posiadam? Się tak naprawdę czasem zadumam... Pytania to tzw. kontrolne. Chyba jeszcze nie jest tak źle ale wiem, że to nie koniec, bo się nie zamierzam w tym hamować (gdybym napisał przez 'ch' też by to miało jakiś sens... :-D ).
No i tak siedzę sobie i kombinuję... Oj chyba już lecę... bo tak sobie myślę dalej o co chodzi w takim fajnym, normalnym związku, kiedy dwie osoby ze sobą mieszkają pod jednym dachem. Czy moje kawalerskie nawyki jak idiotyczne polerowanie zlewu (ale o lustro to już np. tak nie dbam...), albo wyciskanie kurwa tubki z pastą do zębów, jakieś takie elementy powszechnie wymieniane w klasycznej literaturze, mają jakiekolwiek znaczenie dla mnie? Otóż mają ale bagatelne! Ni chuja nie zdzierżę natomiast kogoś, kto nie będzie w najmniejszym stopniu zainteresowany tym co czuję, jak rozumuję, co myślę. Są sposoby by się tego dowiedzieć i kurwa to już do usranej śmierci trzeba robić każdego dnia, by choć czubek góry lodowej odkryć. To jednak powinno wystarczyć. Tak mi się przynajmniej na bieżący etap niedorozwoju mego wydaje.
Teraz mała dygresyjka ale zaraz ląduję. Obiecuję!
Bałem się trochę poruszać ten wątek ale jakiś kolo na pedałowie w swoim profilu o tym napomknął. Chodzi mianowicie o to, że napisał coś w stylu żeby nie mieć pragnień bo wtedy życie jest prostsze. Ma chłopak po części rację. Też o tym myślę jednak nie do końca się zgadzam. Można tak żyć ale tylko przez jakiś czas. Pragnienia prędzej czy później się pojawiają. Można się zasuszyć na amen nie przeżywając niczego przez dłuższy okres czasu.
No i zgodnie z obietnicą ląduję dodając po co ta dygresja była, otóż po to, że cholernie się boję pragnąć. Zastanawiam się nad tym czy mi to kiedyś minie. Czy będzie mi dane żyć z kimś przy kim będę mógł pragnąć, że tak powiem, pełną gębą? Oczywiście nikt mi na to pytanie nie odpowie. Ja tylko głośno myślę.
Się uzewnętrzniłem ale ostatnio przechodzę ciekawą fazę wyzbywania się wstydu. Dokąd mnie to zaprowadzi? Ni cholery nie mam pojęcia ani dokąd, ani kiedy to się skończy. Zdałem sobie po prostu sprawę z tego, że to się dzieje. Jestem podekscytowany! :-)

No dobra! Bedzie tego...

Znowu rura pękła jakaś... Wody (ni zimnej, ni ciepłej - ciekawe, w hiszpańskim jest identyczna konstrukcja 'ni..., ni...') nie było wieczorem, nie ma i teraz. Ciekawe czy mi do rana włączą cobym śmierdzący do pracy jutro nie poszedł. Wystarczy mi demotywacji w postaci samego faktu udania się w kierunku, w którym, oj doprawdy serdecznie, mnie się podążać nie zachciewa! Jeszcze jak mnie sie nie kce!

A na zakończenie należy posłuchać piosnki, dwa posty wcześniej... :-))))

10 komentarzy:

Czort pisze...

Ogólnie drogi Panie dobrze kmicie - ja natomiast nie bardzo rozumiem jednej rzeczy – wydaje się, iż uważacie Waćpan iż bycie z kimś daje szczęście – wg mnie tak nie jest – jakoż że człowiek najpierw musi być szczęśliwy sam ze sobą a dopiero potem może tworzyć szczęśliwy związek – tak po prostu uważam. Mogę zrozumieć, ale tylko teoretycznie – że istnieją osoby które nie znoszą organicznie bycia „ nie z kimś”. Ja tak nie mam. Co nie znaczy że nie mam pragnień.

Bart pisze...

Oj z tym szczęściem to żeś Waćpan pojechał troszkę za daleko z interpretacją. Tak mi się z deka widzi. ;-)
Szczęśliwym można być w każdej sytuacji, co nie znaczy, że nie należy sięgać po więcej. No i wątek chyba już zamknięty. ;-)

Co do posiadania lub też nieposiadania genetycznie zakodowanego antystadnego stylu życia, to teraz ja nie rozumiem, co Pan żeś był powiedział...
No ok. Już rozumiem ale w trakcie pisania komenta, musiałem dokonać rozbioru logicznego Pańskiej wypowiedzi bo mi się popierdoliło wszystko totalnie. Za dużo mamy w języku polskim możliwości negacji, tak żeby to jeszcze jakoś 'składnie' brzmiało... ;-)
Ok. Samotnie można żyć. Ja żyję samotnie i jestem szczęśliwy.
Co do uważania, że najpierw należy być samemu szczęśliwym, by potem móc szczęśliwie żyć z drugą osobą, to się absolutnie zgadzam.
Posiadam pragnienia ale rozróżniam te, których realizacja w 99% zależy ode mnie, od tych, których realizacja powiedzmy, że 'w połowie' zależy od kogoś innego. Nie mieszajmy proszę gruszek z jabłkami. ;-)

A tak w ogóle, to skąd się Panu o tym szczęściu wzięło?
No bo chyba nie z tego mojego ryczenia? Ja ryczę na milion sposobów i powodów. ;-)
Czasem w tramwaju, czasem w sklepie, czasem bo jestem super szczęśliwy, czasem bo widzę, że ktoś komuś zadaje ból, czasem dlatego, że słucham muzyki, która traktuje o tym, że nie szanujemy siebie nawzajem, nie szanujemy natury, zwierząt... Ryczę jak sobie przypomnę jak bardzo kocham swoją rodzinę (no ale to w kategoriach szczęścia jest). I tak się teraz zastanawiając nad tym, kiedy i dlaczego ryczę, to dochodzę do wniosku, że nie ryczę z żalu nad sobą. Czasem ryczę bo ból gdzieś tam nadal tkwi ale to nie żal, to po prostu ból, który jest w życiu niezbędny właśnie po to by człowiek wiedział, że jest szczęśliwy, że żyje. A czego jak czego ale bólu się nie wstydzę i nawet mi przez myśl nie przejdzie by kiedykolwiek się wstydzić. Ludzki w tym względzie jestem nad wyraz!

Alem się był uzewnętrznił! No ale komentarzy to i tak prawie nikt nie czyta... a ten jest adresowany do Pana... ;-)

wojt pisze...

No tak, to ja tu spedzam czas na czytaniu ze zrozumieniem komentarza, a na koniec sie dowiaduje, ze te slowa to nie do mnie :)
PS Czytam tutaj wszystkie komentarze:)

Bart pisze...

Ha! Gratuluję zrozumienia!
Się tak nie podlizuje lepiej. :-))))))) Nie no, żartowałem. Miło mi oczywiście. ;-)
Boże! Brnę... Widzisz i żaru z nieba jak nie było tak nie ma!

Czort jaki wątek podjął to grzecznie zareagowałem - chyba... Lubię się czasem porozwodzić...

Czort pisze...

Hmm - jasne że grzecznie - muszę powiedzieć, że zaskoczył mnie Waćpan i skonfundował do granic wytrzymałości - i nadal brak mi słów. No miano tłumoka jednak z nas dwóch ja zasługuję bezsprzecznie ;-)

Bart pisze...

Nie ma co się kofundałnować! :-)))))) Jeżu ja kiedyś w mordę za te głupie żarty dostanę!
Trzeba czas znaleźć i napisać o co się rozchodzi. ;-) Tak myślę, że fajniej. Bo odwagi, to myślę, że komu jak komu ale czorciemu nasieniu to nie brak!

Czort pisze...

Sami tego Waćpan chcieliście - będę Was zatem kusił. To Wy mój drogi panie jesteście od pisania.

Bart pisze...

Obiecanki cacanki!
A głupi i tak znajdzie sobie radochę! :-))))))))))))))))))

Zapraszam!

Czort pisze...

Hmmm role się odwróciły to Waćpan kusisz i to z grubej rury Hmm

Bart pisze...

No ja kuszę od pierwszego posta! He he he!