piątek, 23 stycznia 2009

No to pojechawszy...

No kołacze mi się to cholerstwo po łbie, no!
Dzisiaj rano wstałem o jakiejś abstrakcyjnej godzinie. Poszedłem na dogrywkę.
Znów się obudziłem i poszedłem na kolejną dogrywkę.
Jakiś niedospany jestem a przecież wcześnie spać polazłem...

Robiąc rano kanapki przypomniał mi się ten klip z poprzedniego posta.
I tak nie mogę przestać o tym myśleć...

Piękna jest ta chwila, ten wyraz twarzy, gdy już jest po goleniu i właśnie twarz została obmyta wodą. Zdjęcia są boskie!
Pan się kładzie i śpi niemal jak ja. To znaczy jak już się kładzie to po to żeby spać i nie ma z tym szczególnych problemów.
Wydawałoby się, że szykuje się niesamowity poranek sądząc po relacji w tv...
Budzi pana słońce, które chyba nigdy mu nie świeciło... tym razem zaświeciło bo pierwsza z wierz zwolniła przestrzeń...
Uschnięty kwiatek nagle ożywa. Ta emocja na twarzy! Ta radość! Nie liczy się to dlaczego tak się stało ale fakt, że się stało, że ten moment jest piękny.
Czy ten pan popędził z tym kwiatkiem do łóżka po to by pokazać go żonie, której tam nie ma? Po to by się podzielić swoją radością?
Mija chwila, gdy w końcu dociera do świadomości, że nie ma z kim się nią podzielić... albo... świadomość, że do tej pory żył w cieniu... albo... dotarło dlaczego nagle widzi kolory, dlaczego słońce świeci...
No i znikający ze ściany cień, oraz cień tumanów pyłu, dymu i kurzu...
Coś się skończyło by coś innego się zaczęło...

2 komentarze:

Czort pisze...

tyle że cały ten obraz jest NIEZIEMSKO smutny :_(((

Bart pisze...

Tylko tak się wydaje! ;-)
Dopóki się nie zrozumie. :-))