niedziela, 25 stycznia 2009

Miałem pomysł na tytuł ale wyszło, że bym się powtórzył...

No to się odchamiłem!

Poczłapałem do kina. Kinoteka to jednak coś innego niż Multikina i inne Silverscreeny.
Ma jakiś klimat.

Wszyscy trąbią i biegną na jakiegoś tam milkamana a ja przekorna i zadziorna małpa polazłem oglądać kulki. Tak, kulki. Przyleciały takie na Ziemię kulki sobie i ostatecznie... no właśnie jedna poleciała ale co się stało z tymi, co nam kurwa przedstawicieli całego życia pobrały dla zachowania?
Film kolorowy, efekciarski, w sam raz dla wzrokowca. Najbardziej mnie zaskoczyło to, że się nie poryczałem chociaż był jeden fragment, że byłem bliski beku. Nie. Nie żebym nie miał ciekawych myśli! W sumie to nawet nie wiem czemu. W końcu na Stargate'ach mogę ryczeć to czemu by nie tu, kiedy to o cały przecie ludzki gatunek się te kulki rozbijały? Nie wiem. No es importante.

Ogrzałem sobie upichconą w dniu wczorajszym brukselkę w sosiku pomidorowym z podgrzybkami i po prosu mniodzio! Aaaa! Nawet kawałek miodu do sosa dodałem, żeby nie było, że tak zupełnie bezpodstawnie to mówię. Tak więc poszedłem na żywioł i jak widać przepisu się nie trzymałem. Co więcej, na ostro to wszystko!
I znów te kulki...

W każdym razie jedna myśl mi się kołacze po tym filmie, która to zrodziła się już w trakcie oglądania, mianowicie niezdarne próby przekonania publiczności, że już czas, aby zacząć myśleć nie tylko o sobie, to fajna sprawa. Od czegoś trzeba zacząć. Do niektórych osób dociera się w ten sposób, do innych w bardziej wysublimowany, a jeszcze do innych już w ogóle nie trzeba, bo najnormalniej w świecie osiągnęli pożądany stan świadomości. Istnieje tylko ryzyko, że ta pierwsza grupa może opacznie mesydż zrozumieć i jeszcze pomyśli, że taka kurwa super i wyjątkowa jest, i że och, ach! Eeee... Bosz! Że ja zasugerowałem, że w tym filmie jest jakiś mesydż? Hmmm... W sumie dla mnie to w każdym jest. We wszystkim co widzę, i co się dzieje dookoła jest mesydż.

No a co do publiki to na początku trochę mnie nosiło, jak towarzystwo się zajebiście kurwa bawiło, tylko dlaczego przeszkadzało w oglądaniu filmu? Numery miejsc to wypadało by kurwa ustalić przed rozpoczęciem seansu... Już miałem na końcu języka słowa shut the fuck up, które zamierzałem wyeksklamować ale się powstrzymałem. Panie siedzące obok mnie, które same do małomównych nie należały, ekscytowały się sytuacją chyba bardziej ode mnie, no a przynajmniej były w tym bardziej ekspresyjne... Ile trudnych słów na 'e' w jednej wypowiedzi! Barteczku, opamiętaj się!

No. Polazłem pod Empika w celu przeszperania tanich gazetowych wydań filmów. Nic mnie nie urzekło, tylko nad Joe Black'iem się chwilę zastanawiałem ale ostatecznie się nie zdecydowałem i nic nie wziąłem.
Po drodze przydarzyły się jeszcze trzy ciekawostki dropsa.
Plakat sztuki wystawianej w Teatrze na Woli, pt. Wyścig spermy.
Ogłoszenie o zaginionym w parku Saskim gołębiu o imieniu Huzar czy jakoś tak.
No i wypatrzona na kioskowej witrynie woda po goleniu ogórkowa! Fakt, kolor miała zielony!

Wracając do domku zastanawiałem się co by było, gdyby taki swarm of nanobots rushed through our city? Zdechlibyśmy. Gdyby tak przepuścić atak na całej planecie, to większość z nas by padła (no przy założeniu, że boty by tylko technologię zżerały a nie nas samych). Przetrwałaby tylko ta część populacji co w ciepłych klimatach się obraca...

No. I pojadłem, piję kawkę, a w garnku jajca na kanapki się obijają... Idę je z tego waru ratować bo mi się rozpuszczą, szczególnie jak zważyć na ilość chloru w stołecznej wodzie...

To co? Pedałujemy jeszcze dzisiaj?

7 komentarzy:

Czort pisze...

Sporo tych pictures of BART life dziś - ciekawe - udanego tygodnia:-) czekający na

PS - czy mogę liczyć kiedyś na rozwinięcie "fizyczność zaczyna mieć zupełnie inne znaczenie."

Bart pisze...

Dopełniacza Czort zapomniał zrobić no ale się już nie będę czepiał mocno bo mnie oczy szczypią.

Nie znasz Czorcie tego efektu, kiedy piękny umysł przykrywa niedoskonałości fizycznej powłoki?
Jeśli uczucie, którego nazwy boję się wymienić, jest chemią, to ja musiałbym rozróżnić co najmniej dwa rodzaje takiej chemii. Jedna spowodowana bodźcami mechanicznymi takimi, które do mózgownicy dotarły poprzez zmysły wzroku, słuchu, węchu, czy dotyku, oraz druga, wynikająca z oddziaływania samego umysłu, który tworzy jakiś abstrakcyjny obraz drugiej osoby, zupełnie nie związany z fizycznością.
Kolorowych!

Czort pisze...

Ależ to natura sprytnie wymyśliła - jakby nie było tego chemizmu już dawno byśmy wymarli.
Niestety pokrywa też niedostatki pod włosami - jak pozostaje powłoka to dopiero jest disaster.
I co jest lepsze rybki czy akwarium.

Bart pisze...

I otóż proszę Pana istnieje coś takiego jak akwarium z rybkami...
nawet z wodą taka kombinacja też istnieje... i z roślinkami też... i kamyczkami... i różnymi, różnistymi gadżetami też! ;-)
Oj, gdyby to było takie proste jak to czy rybki, czy akwarium... Czy black, czy white... ;-)

Bart pisze...

A natura niedoskonałą jest czasami i to jest w niej doskonałe! ;-)
Gdyby nie ta chemia, to byśmy nadal istnieli ale w mniejszych ilościach, a tak, zalewamy planetę niczym szarańcza...

Czort pisze...

Nieprawda - natura jest zawsze doskonała bo kieruje się zawsze logiką - nielogiczny jest jedynie człowiek.
Jasne można mieć nawet chomika w akwarium /nie polecam bo śmierdzi nieziemsko o myszoskoczkach nie wspomnę/;ale puste nim pozostanie.
Gadżety hmm - intrygujące...

Bart pisze...

No ale logikę to myśmy wymyślili dla własnych potrzeb.
A natura jest doskonała bo prędzej czy później Słońce i tak całe kurewstwo wysterylizuje. Ha!