środa, 31 grudnia 2008

Małpy były pierwsze

Nie żebym dokonał odkrycia. Tytułowe bohaterki zrobiły to przed nami.
Wracając z Mariny zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Teraz małe ćwiczonko.
Zacznijmy od tego, że zadanie polegało na pozbyciu się z mieszkania sprzętu rtv/agd i kilku mebli.
Spis z natury:
- stary, sprawny telewizor
- stara, sprawna lodówka
- stara, sprawna pralka
- stara/albo i nie stara/ wersalka - wyglądała i czuła się praktycznie jak nowa - używałem to wiem
- stary okrągły stół, nie do końca sprawny bo brakło mu śrubek do przykręcenia nóg do blatu...
- stary, sprawny i chyba nawet nieporysowany /nawet nie zwróciłem uwagi/ stół z regulowanym /na długość/ blatem

To wszystko dostałem za darmochę.
Postanowiłem również za darmochę oddać.
Nie żebym oczekiwał jakiejkolwiek gratyfikacji.

Task: Za jedną z tych rzeczy dostałem czekoladki. Pytanie: Za którą?

.
.
.
.
.
nie czytać tylko odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie...
.
.
.
.
.
.
.

No, to pewnie się trafiło z odpowiedzią bo to jak z tym świetnym graaaaaalem w Indianie Johnsie czy jak go się tam pisze. Oj wygoogluję. Nie będę leniem. Oczywiście bawoła nasmarowałem. Przepraszam. Indianie Jonesie!
Czekoladki dostałem za to co było najmniej sprawne, czyli za stół bez śrubek!
No i tak mnie trachła oczywista oczywistość.
A ja się głupi cieszyłem, że się pozbyłem sprzętu i cieszę się, że może jeszcze komuś do czegoś posłuży. Może i ktoś to opyli na złom czy inny demobil no ale chyba z korzyścią dla siebie skoro się po to fatygował. Wilk syty i owca nie beczy.

Chciałem powiedzieć, że cieszę się z tych czekoladek z jednego powodu - przypominają o tej oczywistości, o której czasem zdarzy mi się zapomnieć. To jest po prostu piękne i chętnie się tymi a nie innymi czekoladkami utuczę! Nikomu nie dam. Innym oddam Merci, Mon Cheri, Ptasie Mleczka a ja się uraczę Szokoladkami! Kurwa nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje!

I tym optymistycznym akcentem uprzejmie informuję, że dla mnie rok 2008 się zakończył, mimo, że nie praktykuję ani 12-miesięcznego, ani żadnego innego okresu rozliczeniowego.
Jutro znów, jak co dzień, obudzę się o 4:00, 5:00, czy innej histerycznej porze, wyjaram kilka fajek, wypiję kawkę przy brzęczącym radyjku i wrócę na dogrywkę do łóżeczka. Uwielbiam to!

Brak komentarzy: