piątek, 24 października 2008

Baby boom!

No więc dzieci daktyle powędrowały właśnie do doniczek.
Udało mi się w końcu dzisiaj kupić doniczki. Nie takie jak bym chciał ale po 60 groszy to nie wybrzydzałem... No w końcu to raczej docelowe nie są to piękne być nie muszą.
Takie breeding flowerpots.
Póki co skuteczność w rozmnażaniu mam 80%. Piąty daktyl się opierdala albo jaki bezpłodny jest...
W każdym razie korzonki się zaczęły zakrzywiać do dołu. Dzięki temu wiem, że to korzonki, no i jak nasionka zorientować coby palmy przegięte nie były.

Chciałbym ascendować.
Ostatnio dwa razy oglądałem odcinek SG-1 jak Daniel ascendował... Jak też tak kce... Buuu...

Update
Aaaa zrobiłem zdjęcie hodowli.
Białe doniczki to potencjalne przyszłe zaczepy pod hamak(i).
Palemka lekko wyrośnięta, to nie-wiadomo-co, rodem z Malagi - rocznik 2007.
Pozostałe dwa kikuty to otrzymane od bratowej kikuty kaktusowate, które się chyba ukorzeniają... Nie grzebałem im to w sumie nie wiem ale koloru pożądanego nie tracą, więc chyba nie jest im źle.
Szklanki... To ostatni z rodu daktyli i pomarańcze, które jeszcze nie kiełkują bo za wcześnie dla nich ździebko. W każdym razie w byle słoiku stajać nie będą!

4 komentarze:

marta pisze...

oł, doniczki za 60 groszy!!! to tylko w polsce! bo tu, jak już w ogóle są, to najtańsze, jakie dopadłam, kosztowały w przeliczeniu 6 zł. wiadomo, ceny odpowiednie jak na kraj, gdzie ponad połowa ludności żyje za mniej niż dwa dolce dziennie. na pewno nie kupują doniczek.

Bart pisze...

He he!
No ale tam to Wy doniczek też za wiele nie potrzebujecie bo Wam syćko w ziemi normalnie rośnie no! Buuu... Ja też chcę tak ciepło żeby było! Buuu....!

Anonimowy pisze...

Zazdroszczę, moje daktyle zjadły koty i teraz już nie mam kwiatów jadalnych :)

Bart pisze...

Koty roślinożercy znaczy się! He he he!
Będą zdrowsze chociaż.
W takim układzie trzeba sobie zafundować sztuczne, tylko takie z opcją do podlewania coby autentyki bardziej przypominały - nie tylko samym wyglądem.