poniedziałek, 29 września 2008

A wczoraj...

Siedziawszy na balkonie u rodziców i skubawszy orzeszki, się okazało, że jest taka jedna sikora, która się nic a nic nie boi. Oj żeby ona tylko wiedziała...
W każdym razie po orzeszki wyłuskane przylatuje nie-skubana.
No to jej zapodałem. Się podzieliłem. Sknerą w końcu nie jestem.
No i szkoda tylko, że aparatu dobrego nie mam bo by foty były jak złoto.


A orzeszzka to się zdecydowałem bez wycinania tła zapodać. Tak mi się wydaje wyjątkowo ciekawiej chociaż sam orzeszek taki tyci, tyci...

Brak komentarzy: