sobota, 13 września 2008

Powiało

Ale to śmieszne! Od tytułowego słowa wzięło mi się i pomyślało, że czasem mam tak, że wystarczy jedno słowo i kojarzy mi się jakaś osoba sprzed lat i sru, cała wataha wspomnień... ;-)

W każdym razie nie o tym miało być a tytuł jest jak najbardziej od czapy, bo jeśli chodzi o powiewanie to mnie nie tyle powiewa, co raczy przewiewa... ten pizdowaty wiatr, mróz i fogle!

Tia... Kto z kim przestaje...

Rzecz się rozpierdala o pośpiech, czy niecierpliwość, jak kto woli. Dla mnie w tym kontekście to jedno i to samo.
Poznaję jedną, drugą, trzecią osobę na słynnym już pedałowie... Piszę, rozmawiam przez telefon i w ogóle jakiś kontakt jest, i tak przez miesiąc, dwa lub jeszcze inaczej. Żeby było ciekawiej, to jest tak, że mieszkamy w innych miastach. W trakcie takiej znajomości, pojawiają się sygnały o zainteresowaniu osobą moją w sensie głębszym, że tak się wyrażę, niźli mógłbym się spodziewać. Ok. Miło i fogle ale... no właśnie, gdzieś tu granice spierdalają po tej drodze. Ja nie jestem żadną UE. (Staram się nie używać wykrzykników. :-P Chyba nie wychodzi tak najgorzej.)
Wczoraj trzy osoby mnie zaatakowały, że je niby olewam. No i jakby smutno się trochę robi, no ale ja na siłę naprawdę nie będę nic robił. Jeśli jest taka znajomość jaka jest (wbrew pozorom aż tak daleko od tematu nie odbiegłem), to kurczę dlaczego, skąd i po co, tyle oczekiwań w odniesieniu (żeby nie było o stosunkach) do mnie? Poznaję sporo osób. Większość z tego wymięknie, no bo wiadomo - nie szukają czegoś trwałego (tu żeby uniknąć nadinterpretacji dodam, że o stałe partnerstwo do browara może chodzi na ten przykład). Spieszą się żeby się wyjebać i przeć dalej. Nie ukrywam, od jebania nie stronię no ale na litość boską nie będę w tym celu po całej Polsce zapierdalał, bo mnie najnormalniej w świecie na to nie stać. Chętnie dupę bym ruszył, nie tylko w przód i w tył, ale póki co, to jeszcze nie ten moment. Jeśli w żartach mówię, że nie ciśnij bo się jako ten ogr w sobie zamknę, to przecie, że nie żartuję! Proszę bardzo, na zdrowie i smacznego.

Bedzie tego.

A wczoraj to Barteczek postanowił ździebko porozświetlać szare betonów ulice i się ubrał stosownie... Nie ma to tamto!


Oprócz antypogodowego wystroju zewnętrza, wnętrze też było z lekka o zabarwieniu głupawkowatym, szczególnie po powrocie do domciu i mimo notorycznego braku snu, ostrości, no i sprzętu focącego... (Te gumki w łóżku to na stałym wyposażeniu jakby kto chciał skorzystać. Proszę się częstować.)




Ta pierwsza z serii tych dwóch fotek, to niestety software'owo aż o 2.01 eV podkręcona... no bo tak to by mnie ni chu chu (czyt. hu hu - wbrew pozorom to po polsku) nie było widać !

Brak komentarzy: