niedziela, 14 września 2008

Łoj oj oj...

Ale się nadziało! A miała być pusta niedziela...
Pobudka o 7:30. Nawet spałem. Budzik mnie obudził w drodze wyjątku. Nawet miał takową szansę! No ale wczorajszy wieczorek filmowy był bardzo sympatyczny i na chatę zjechałem kiele 2:30. No więc jakby nie pospałem.

No i tak się składa, że jestem szczęśliwym posiadaczem:
1) pralki - wężowi brak gumki i leci z niego jak się podłączy
2) lodówki - umyta i wsad ma
3) tv set'a - gay.tv chodzi...

No i tak. Ponieważ niespodziewanie odziedziczyłem starego tiwiczka, ale bez kabla, to pojechałem głównie z zamiarem zakupu kabla do mokotowskiej świątyni.
No w Carrefour'ze mają kabelki, więc odrazieńku tam poleciałem.
No i nie powiem ile wydałem, bo się sam za głowę złapałem, jak usłyszałem kwotę a przecież kabelek ino jakieś 9 zeta kosztował... Dodam tylko, że pan od taksówki bagażowej za niedzielny kurs z pragi na mokotów, z napiwkiem 90 zeta skasował blisko tyle co te zakupy.
No ale trzy serki kozie być musiały...
2 x Lindt czekolada 70% (gorzka i cherry&chili)
Ze tzydzieści torebek różnych przypraw.
No i litania jeszcze pierdół typu jogurty, masełka, wędlinki, paróweczki, kabanoski, serki żółtawe bardziej wędzone, herbatki owocowe, czekolada rozpuszczalna, i takie tam sprzęty pudernicze typu garnier czerwony balsam (no co? na solarkę się chodzi to odpowiedzialnym trzeba być chociaż na tyle...), plus inny krem tejże samej maści na ten przykład na łokcie... Facety! Smarujcie łokcie czym popadnie bo jak będziecie miały po czterdzieściparę lat to jako pumeks będą mogły te wasze łokcie robić, brrrrryyyy...

Lodówka w każdym razie pusta się czuć nie powinna a ja natomiast już tak trochę pod kątem konkretnego pichcenia się orientuję... WRESZCIE!!!

Odkąd odebrałem płytkę Brandi Carlile, słucham jej w koło na około. Se nawet poryczałem ale szczęśliwe to łezki były. Chodzi generalnie o to, że teksty jakie tam zapodają świadczą o tym, że na tym świecie jednak jest ktoś kto myśli podobnie do mnie, no przynajmniej w tych kluczowych kwestiach. Po prostu zajebiście jest mieć świadomość, że ktoś taki, gdzieś tam, ISTNIEJE!!! W sumie, to tej muzyczki nikomu nie polecam, bo to mój odbiór jest taki, jaki jest. Czy się komu spodoba, to jakby nie mnie tu się wpierdzielać.

Może jak sobie nie obiecam, że złożę dzisiaj zwłoki swe wcześniej w łóżeczku coby w telewizor się pogapić, to a nóż widelec mi coś z tego wyjdzie...

Tak przy okazji. Kupując dzisiaj fajki poprosiłem o zapalniczkę. Pani się zapytała czy nie mogą być zapałki bo te to nawet za darmo mi może dać (reklamówki wołków). Ja się skrzywiłem jak to ja potrafię, no i pani wsadziła łapkę do kufla, takiego do piwa, i zaczęła wyławiać zapałki. W tym momencie powiedziała, że zapalniczki są na spodzie. Na to ja, litościwa istota, rzekłem, że w takim razie da pani już te zapałki... Pani dała mi dwa pudełeczka. Się tylko upewniłem, że te zapalniczki to aby na pewno te sensowne nie są, znaczy się, że pani ma tylko te typu child-proof.
No pasji na nie dostaję. Główną ich ochronną cechą jest to, że gazu praktycznie nie mają. No i w ten oto sposób stałem się szczęśliwym posiadaczem, również w dniu dzisiejszym (Co za dzień?!), zapałek przecudnych! Gdybym wiedział to od razu bym o zapałki poprosił. Jutro będzie fotka bo czekam na lepsiejsze światło.
Tymczasem idę po fajki, bo właśnie mi się uprzednio zakupiona paka kończy.

Brak komentarzy: