sobota, 27 września 2008

Ale czad!

Zajebista symulacja! Breathing Earth
Jak kto znajdzie kraj, który pobije Somalię z jednej a USA z drugiej strony pod względem emisji CO2, to proszę o info. Somalia wali 1000 ton CO2 w blisko 278 godzin, podczas, gdy w USA te same 1000 ton w 5 sekund!
No wiem. Nie sposób porównywać nieporównywalnego ale czy nie warto się chwilę zastanowić mimo wszystko?

Co zjem i się idę jeszcze walnąć do wyra, bo się po resztę bambetli na wieś wybieram.

13 komentarzy:

jasper c. pisze...

I nie zabrałeś laptopa? Nie do wiary.

Bart pisze...

Ale to nie tak, że nie został temat w ogóle przeanalizowany!
Tu, na wsi znaczy się, jest tyle sprzętu, że zawsze się w jakieś okienko wstrzelę.

Się zaraz zabieram za powrót do miasta... Bambetle spakowane. Nawet moje palmy rodem z Barcelony i Malagi z ziarenek o własnych siłach wyrośnięte zabieram. :-)

jasper c. pisze...

Barca rulez :D
Powiem Ci w tajemnicy ( hihihi ), że w moich rozlicznych hasłach, których całym pękiem posługuję się codziennie grasuje Gaudi. Oczywiście z dobrą obstawą :)

kociamantra pisze...

ha! ty też masz palmy wyhodowane z ziarenek? bo moje 4 daktylowce mają już (razem) z pół metra! maniek mówi, że jeszcze ze 30 lat i będą na tyle duże, że będzie można między nimi rozwiesić hamak!

Bart pisze...

-> H. Barca miłym miejscem jest. Ba! Rzekłbym wyjątkowym ze względu na swój klimat i atmosferę. Szczególnie jak się tak np. popatrzy na jakieś słynne marki - piszą np. Paryż, Londyn, Barcelona i w tym momencie to pranie na sznurach porozciąganych na oczy mi się rzuca i jest bomba! :-D
A Gaudi? Nam też się zdarzają ludzie z ciekawymi pomysłami tyle, że prawo mamy chujowe i ciężko je zrealizować, jeśli już o takich budowlach mówić. No ale słynny już domek na Monciaku w Sopocie jest naprawdę niezły! ;-)

-> M. No widzisz! Nie tylko Tobie daktyle w głowie. Chociaż ja to wątpię żeby którakolwiek z moich palm była daktylową. Ta z Malagi to na pewno nie bo to z tych wysokich straszliwie ale ta z Barcy to sam nie wiem. Wiem, że miałem nasionko daktylówki ale się wszystkie mi kiedyś wymieszały i teraz nie wiem co hoduję...
Nie zapominaj też, że u Ciebie to klimat ździebko odpowiedniejszy jest do tego rodzaju hodowli. U mnie okres wegetacji to raptem ze dwa-trzy miechy a u Ciebie to praktycznie cały rok! :-)
No ale tak czy siak szybkiego wzrostu życzę. Myślę, że tego hamaka to wcześniej da radę rozwiesić. Choćby dla ozdoby. ;-)
Buźki!

wojt pisze...

BCN jest zajebista. Po raz pierwszy odwiedzilem ja w zeszlym roku i od razu trafila do moich Top 3 miast w Europie, do ktorych z checia bede powracal. To napewno moja wakacyjna destynacja na przyszly rok...

Bart pisze...

No ja już tam byłem 4 razy ale ostatni raz to już tylko ze względów czysto technicznych bo rozryta i zapchana była do granic możliwości i sobie odpuściłem...

jasper c. pisze...

Bart, Ty się kurna wywyższasz ponad zwykłych miłośników Barcelony, których ( co tu dużo gadać ) jest na świecie mnóstwo.
Krzywy Domek w Sopocie i owszem, a w nim pewna hiszpańskawa kawiarnia ( to tam usłyszałam po raz pierwszy Gotan Project w dzień smutny i piękny), jest też Tańczący Domek w Pradze, jest też krzywa kamienica Hundertwassera w Wiedniu. Ale Gaudi był pierwszy.Szalony umysł. Wizjoner, nie epigon czy naśladowca. Ot, co! A poza tym to całe założenie urbanistyczne Eixample, w połowie XIX wieku to było coś naprawdę, naprawdę odkrywczego i nowego. Drugie Ot, co!
Więc nie psuj nam zabawy, że rozkopana. Wiesz jak kopią przy piramidach? Myślę, że kopią, a przynajmniej mieliby powody. I co z tego? Przecież nie przejeżdżamy tamtędy codziennie do pracy :)
Serdeczności, jak boga kocham ;D

Bart pisze...

Ale zjebka! Aż mnie się ucha pokosem położyły...
Światowy chopak nie jestem. Nie bywałem jeszcze dostatecznie tu i ówdzie coby się wywyższać. Ja tylko byłem kilka razy tam gdzie mnie się podoba i nie inaczej.
Muszę się jednak przyznać, że i bez Gaudiego Barca by mnie się podobała. No i znowu sobie grabię... Może i on wizjoner i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze ale trup. To co pozostawił jest piękne i zmienia to miasto tylko na korzyść. To fakt, ale i bez niego byłoby to piękne i klimatyczne miejsce. Zasadniczo tyle autor miał na myśli a że rozkopali je w zeszłym roku ponad przeciętność to się autor wziął i po okolicy szlajał. Tym razem się udał na północ od B. ;-)

jasper c. pisze...

Z tym rozkopaniem-łżesz Asan. Byłam tam w listopadzie, jak Ci zapewne wiadom i rzeczonego rozkopania nie potwierdzam. Tylko katedry ciągle nie skańczają, ale tak to ma chyba być.
Ale dyskursja rozgorzała!
Bardzo dużo wpisów.Bo ja tłumaczę i już nie mogę.
A te kody weryfikacyjne są coraz bardziej nieprzyzwoite, przysięgam.
Taki "zavhuje" na przykład. A miałam już nie kląć, bo mnie to podobno poniża.
Ja lubię Hiszpanię, Hiszpanów, hiszpańskie żarcie, muzykę, język, wzornictwo i sztukę. To tak FYI.
hasta la vista

Bart pisze...

To jak jesteś zalogowana na swoje konto to przecież nie musisz wklepywać kodów przy postach.
A ja byłem w czerwcu i była rozkopana. No ale w przeciwieństwie do nas, i do pokutującej mañany, to u nich roboty drogowe momentalnie idą i nawet olbrzymia dziura i zawalone budynki przy okazji budowy metra ich nie powstrzymują, że o drążeniu w skałach nie wspomnę. No ale dla chcącego nic trudnego. Możemy się od nich wiele nauczyć.

wojt pisze...

No ja szczegolnego rozkopania nie zauwaylem, poza jednym w okolicy mojej kwatery na Gran Via de les Corts Catalanes, ktora byla dla mnie azymutem do powrotu do domu, gdy bylem zawiany :) Poza tym mnie sie bardzo podobalo... A jesli chodzi o kody weryfikacyjne, to mnie, mimo zem zalogowany, to wklepywac musze i czesto sa to dziwne jakies, ktore mnie czesto rozsmieszja :)

Bart pisze...

Dwa na jednego? No tak... Jasne!
Wygraliście! :-)
Ale ja i tak swoje widziałem...
Hi hi hi...

Co do kodzików, to ja mam tak, że jak wchodzę na bloga to czasem w prawym górnym oknie muszę kliknąć 'zaloguj' czy jakoś tak i pojawia się mój login i dalej jedzie jak tralala. ;-)