sobota, 23 sierpnia 2008

No i kolejny raz się wmieszam...

No bo jak zobaczyłem co zobaczyłem to mną z lekka zatelepało... a potem obrzydziło...

Wiadomym jest wszem i wobec, że poczytuję sobie blogi. No i dzisiaj, właściwie to przed chwilą, przeczytałem dwa nowiusieńkie posty z bloga w ramce po prawej... Odsyłam do lektury posta by jasper c., jeśli kogo to w ogóle interesuje. Ja tego papugował nie będę bo raz, że generalnie tego nie lubię robić, dwa, że... no właśnie... nie wiem... niech każdy sobie te dwa dopowie po swojemu.
W każdym razie rozchodzi się zasadniczo o to, że ja kurwa nic nie rozumiem z tej afery w temacie wizyty Pani (i tu kurwa muszę w guglu sprawdzić cobym się w nazewnictwie nie jebnął) Condoleezzy (Barteczku jesteś wielki! Nawet dobrze pamiętałeś pisownię! Barteczku? Skąd Ty wiesz takie rzeczy, spytał prosiaczek...). To znaczy chodzi o temat przyjęcia tej Pani czy powitania czy jakkolwiek.
No może i fakt, że co protokół dyplomatyczny to protokół. Ja tam się kurwa na tym nie znam bo ze mnie protokolant jak z koziej dupy trąba. Angielszczyzna premiera, jegoż angielszczyzną. Wali mnie to, mimo, że nieskromnie uważam, że moja o niebo lepsza jest.
Rzygać mi się natomiast chce jak widzę kurwa rozbawionego kaczora!!!!!! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Ten pan ma coś... coś z dzieciństwa mu zostało takiego, co mu zostać nie powinno... Dla jasności - psychologiem też nie jestem. W ogóle ja to mam tylko średnie ogólne wykształcenie, więc się mnie nie czepiać, ¡por favor!

Jeśli ktoś oglądał film pt. Irreversible to zna scenę z gaśnicą... Chyba nawet dość słynną swego czasu ale ja tu też się nie znam bo z mediami na bakier zawsze byłem. No to w trakcie tej sceny tak mi się rzygać chciało, że już się z fotela podniosłem bo myślałem, że nie wytrzymam. Swoją drogą to byłem na seansie sam, w walentynki ale to nie problem. Kurwa zajebiści to kolesie (albo kolesiówy) musieli być co to swoje tzw. drugie połówki do kina na tego filma zabrali wtedy to właśnie. Z różyczkami siedziały te panie i to kurwa oglądały! Nie wiem co gorsze - film czy ta klientela...
Wracam jednak z tej dygresji... No rzygać mi się tak potfornie zachciało jak posłuchałem Pana Kazia - kolegą moim nie jest aczkolwiek tego nie wykluczam, że kiedyś będzie bo może miły człowiek jest to. Nie znam się i się nie wypowiem w tej kwestii. Natomiast w kwestii nagrania to właściwie już się wypowiedziałem...

Czy to politycy, czy państwo w ZTM odpowiedzialni za niedziałające zegarki w autobusach, jeden pies. W tym kraju niewiele rzeczy działa tak jak powinny.

Idę się jebnąć w końcu na drzemkę bo już se tak drugi tydzień obiecuję i jakoś się zebrać nie mogie... Powieśniaczyć też czasem trzeba bo to dystans do siebie wzmaga.

2 komentarze:

jasper c. pisze...

Niestety uporczywe wymioty targają i na widok Tuska. Wart Pac pałaca, a pałac Paca.
Dlatego głosujcie na mnie! Zaraz ogłoszę, że zamierzam zostać przydentem, ale interesuje mnie tylko silny prezydent. Na sposób amerykański.Z Polakami można tylko za mordę!

Bart pisze...

Jakby co, to poważnie rozważę Twoją kandydaturę. Myślę jednak, że na ten wybór przyjdzie nam poczekać, bo w naszym pięknym kraju to jest rzeczywiście tak, że prezydent gówno może. Ot co!