piątek, 27 czerwca 2008

Focenia ciąg dalszy...

No to jadziem...
Chyba na jakiś czas wystarczy bo tu generalnie niewiele kwiatków jest. Tu rządzi trawa... :-)

No więc tak.
Na tego kwiatka też musiałem czekać bo kwitnie drugi albo trzeci dzień dopiero... Ale podoba mnie się...


A to jaśmin, który niebawem dokona żywota... takie przynamniej tubylcy mają zamiary w stosunku do niego, a skoro się podjąłem realizacji zadania to nie ma zmiłuj... Zasadniczo, koleś ma przejebane ...


Między innymi dlatego strasznie bym chciał mieć aparat z ręcznie ustawianym focusem. Pomijam już masę innych zajebistych efektów, które można by uzyskać posiadając tę funkcję... Hmmm... No jeszcze nie tą razą... Troszkę ciepliwości chłopcze...


Dalej, to jest to, co wszyscy chyba znamy. Były czasy, że na miejskich klombach i innych rabatach nie było niczego innego. Pamiętam, że jako bachor, szwędaliśmy się po okolicy i jak to coś widzieliśmy w analogicznej fazie rozwoju, to zrywaliśmy pojedyncze kwiatki i wysysaliśmy takie słodkie coś ze środka... pewnie to nektar jakiś był czy co... grunt, że dobre było. Nie tylko to się doiło w tamtych czasach, pokrzywy na ten przykład też nie były oszczędzane... :-P


Tego pana chyba przedstawiać nie trzeba, bo skoro ja wiem co to jest, to już chyba każdy wie...


A to jest najpiękniejsza część dzisiejszego focenia.
I tak:

Zdechły kwiat rododendronu... Piękniejszy niż za żywota...


A to, to jest piwonia, która na zdjęciu wyszła tysiąc razy lepiej niż w rzeczywistości wygląda. Jakby rumieńców dostała... ta to jeszcze nie padła totalnie ale już niedługo...

Brak komentarzy: