poniedziałek, 12 maja 2008

Wizyta w mak kwaku...

No więc pani się dziwnie zachowywała. Był też obok jakiś Pan i oni tak cholernie poważnie do tematu pracy przy tych bułach podchodzą, że ja im współczuję. Jakiś monitoring napewno tam mają bo zestrachani jacyś.
I tak. Gdybym miał książeczkę sanepidową, której oczywiście nie mam i mieć nie będę bo za dwa tygodnie to ja rozpoczynam głodówę stulecia (najgorsze to to, że już nie mam z czego chudnąć), to pracując od 23:00 do 7:00 zarobiłbym 1600 brutto. Wydaje się to kurwa atrakcyjne w porównaniu z parkingowym, którego przed chwilą wynalazłem no ale jakby nawet to poza moim zasięgiem jest.
Mimo szczerych chęci nie ubrechtałem się. Państwo też się ze mnie nie ubrechtali. Byli tak śmiertelnie poważni, że aż mi krew zmroziło. Pani nawet nie chciała mojego cv zatrzymać... Buuu... z nikąd nadziei i co ja teraz biedny pocznę?

Tak swoją drogą sam siebie nie poznaję. Normalnie to bym się załamał i kurwa ręce by mi opadły. Siedziałbym teraz w chałupie i chlał do lusterka a tu chuj! No nie jest mi wesoło ale zanim mnie do pierdla wsadzą za długi to jeszcze sprawa sądowa wcześniej a, że już mam lekką wprawę w tego typu sprawach to wiem też jak do tematu podejść coby to jeszcze odwlec. Także w najgoszym razie czeka mnie Kłopotkowo. Szkoda mi tylko, że rodzice się z kasy na mnie wypsztykali a ja im nie mam z czego oddać. No a wiadomo. Jak komora przylezie to przecież, że rodzice się ze swoich roszczeń wycofają bo synulka kryminał czeka.

Ah ten lajf!

Idę na spacer bo mi się po spacerku pyszniutko śpi.

Brak komentarzy: