piątek, 2 maja 2008

No to bedzie tego...

Od rana wkurwiony maksymalnie byłem do czasu kiedy wylazłem od Anny. Zorientowałem się, że mi trochę odpuściło.
W poniedziałek zaczynam napierdalankę w temacie pracy. Ja już mam tego kurwa serdecznie, proszę bardzo, dosyć. Jak mam sobie innej roboty szukać to się mówi. Jak nie to kurwa tempo proszę! Ja tu za miesiąc do pierdla idę jak kasy żadnej nie dostanę. Z zasiłku to kurwa na fakjki raptem starczy i kilogram jabłek...
No musiałem to z siebie wywalić chociaż Annie już się dzisiaj oberwało. Zaproponowałem jej swoje (jakże cenne) towarzystwo w trakcie zakupów i ani się obejrzałem jak znów zupę z soczewicy z grzankami (pyszności!) wpierdalałem i kawą się opijałem. Tym razem kawa = kawa, znaczy się 100% kawy w kawie. No i się nie obejrzałem i pięć godzin zleciało. Cały tydzień prawie już siedzę u Anny. To już przegięcie totalne...
Wcześniej namyłem się podłóg w apartamentach moich kawalerskich i myślałem, że w trakcie to już zejdę. Ja chcę pracy! Ja chcę Mariana co mi będzie chałupę sprzątał... Beret (Pani P się nie obrazi, por favor, że będę tu używał ksywy, której normalnie nie używam) Mariana poleca... Przystojny. Nie powiem. Jakby co jeszcze do repertuaru dorzucił to gotów jestem pójść na wyższą stawkę.
Po powrocie od Anny zapodałem sobie kąpiel ok 1,5 godzinną z winkiem i fajkami. W tle radyjko PIN przygrywało tyle, że nad taflą wody chujowo zimno było bo na polu 15 stopni a ja kurwa wszystkie tsy okna otwarte miewam notorycznie.
Nawet se jajca wydepilowałem (tylko po co skoro i tak pożytku z tego nie ma i prędko raczej nie będzie...?) a po wysmarowaniu wszelkich członków balsamicznym tworem to już naprawdę jak psu na wiosnę... A propos, jeśli ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał o kremie do depilacji jaj, na którym nie jest napisane, że to nie jest krem do depilacji jaj, to una direccion, por favor na mail'a słać kurwa por favor. Ja pierdolę ale mi znowu jazda na hiszpański się przywlekła! Od rana napierdalam historias breves z ćwiczeniami bo poprzednie dwie książki już obrobiłem doszczętnie. Zostały jeszcze dwie ale jak tak dalej pójdzie to za jakieś dwa tygodnie będą braki i przestój... no i znów się wszystko o kasę rozbija...

Niech kotś mi wszczepi jakiegoś cipa z łączem radiowym cobym mógł myśli na bierząco na bloga słać, że już o odchudzeniu portfela o wszelakiej maści kart nie wspomnę... Jak kto chce może mnie namierzać. Z tym blogiem to żaden kłopot i tak. Wszystko jak na dłoni. Eksibicjonista? Jak kto chce to niech se tak to nazywa ja to mam kurwa generalnie głęboko w dupsku.

Kate znowu krąży mi dziś po głowie...
I tak proponuję posłuchać tego:


I tego też:


Oba kawałki mają po 19 wiosen. Nie mogę po prostu. Musiałem to tu wpierdzielić.

No dobra. Przyszedłem tu coby lekturę bloga pana doktora podgonić... :-P Fascynująca jak narazie...

A jeszcze se dorzucę... a co!


Najzabwaniejsze kurwa jest to, że normalnie kurwami rzucam bo mam na to ochotę i kurwa takiego czegoś jednocześnie słucham... Zajebiście!

Pana doktora grudniowe wpisy póki co jeszcze lepsiejsze od noworocznych! :-P

Brak komentarzy: