poniedziałek, 5 maja 2008

Narcyz się nazywam

Dzisiejszy poranek zapowiadał coś dobrego... Słońce waliło pełną gębą i od razu wiedziałem, że się będzie działo.
Właśnie wyszedłem od fryzjera i ... popędziłem prosto do kafeji! Po drodze jeszcze tylko naskrobałem do Anny, że narcyzem zostaję z własnej nieprzymuszonej woli.
Aha. No jeszcze zadzwonił mój niedoszły szef, po tym jak nabazgrałem mu esa, i się w końcu czegoś pozytywnego dowiedziałem, ale nie żeby nie było odrobiny goryczy... znaczy się dreszczyku emocji. Sprawa nie jest definitywnie zamknięta ale się wreszcie umówiliśmy, że jak do końca tygodnia temat nie zostanie rozgryziony przez kadry to się poddajemy i każdy idzie w swoją stroną. Obrazowe przedstawienie noża na gardle i rychłego widoku spływającej zeń krwi to chyba sprawiły. Problem polega na tym, że kadry nie wiedzą jak mają podejść do tematu zwrotu wcześniej mi wypłaconej odprawy. Podobinież prawnie to się im do niczego nie kwalifikuje ale wierzę w Stacha. To człowiek, który jak mu zależy to się zaprze aż przepchnie. Najwyraźniej mu zależy bo tyle już zrobił, że schizolem musiałbym być coby inne wytłumaczenie znaleźć. Okazuje się też, że z Centkiem sprawa raczej wyglądałaby podobnie. Mają oni bowiem prikaz takich delikwentów takich jak ja konsultować i dać do prześwietlenia tepsiarskim kadrom. Hmmm... No ale w Centku jest też człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych... Pożyjemy, zobaczymy. Został tylko ten tydzień i wreszcie będzie jedna wielka ulga bez względu na rezultat. Jakby co McDonald's zara koło bloku jest to do roboty daleko nie będę miał...
Stach wskazówek kilka ode mnie gratis otrzymał i z jednej już mi nawet zapowiedział, że skorzysta. Kurcze fajnie by było razem pracować bo to łebski kolo i się kurwa nawet rozumiemy!

Wracając jednak do mojego nju ymydż to już żem był zostan powalon swym obliczem (niestety w lustrze jedynie dane mi się oglądać póki co) jeszcze u fryzjera. No ale to jeszcze nie koniec. Z tego co kobieta powiedziała to ostateczna forma będzie za jakiś miesiąc jak włosy na łbie trochu podrosną. Już się nie boję... :-P Wprawdzie nadal sobie tego wyobrazić nie mogie ale jakby to co zasugerowała miesiąc temu było w moim skromnym mniemaniu strzałem w okolice 10. Opłacało się zapuścić i pomęczyć przez tego miecha coby móc miło na siebie w lustrze popatrzyć... :-D Jeszcze foty oczywiście żadnej nie mam ale jak będę miał to zapodam. Się wstydzić nie mam zamiaru... ani nawet tyci wstydu już nie mam...

Wczoraj brachu mnie jednak nawiedził i roletę żeśmy byli dumnie, aczkolwiek z lekkim dryfem w lewo, powiesili żeśmy byli jednakowoż. Grunt, że działa. Nawet w prowadnice się łapie także luz bluz.
Potem żeśmy do kina się udali na Sierociniec, który bardzo polecam. Hiszpańskie kino, nie almodovarowe, ale mimo to uważam za dobre. Zupełnie inne spojrzenie na świat. Strasznie mi się podobał i dodam, że mam ochotę go obejrzeć apiać od nowa - w przeciwieństwie do Snu Kasandry, który aż taki dobry znowuż nie był. Zaślepił mnie chyba trochę jednak ten Colinek...
Aaaa... No i volvikiem sobie pobrykałem po Wawce i muszę powiedzieć, że się zadumałem. Mało jeszcze rzeczy w życiu robiłem i widziałem... wiem, ale automat na miacho moim zdaniem sprawdza się na medal. Zero stresu, pełen komfort. Ja tam mechanikiem ani mucho nie jestem także mam w nosie ręczne kurwa skrzynie biegów. Nie żeby mi to jakiś problem robiło... mandaty i tak dostaję ale to cacko mnie urzekło. No i po raz kolejny straciłem dziewictwo. :-D Zacząłem myśleć o zmianie w sferze marzeń mojego własnego samochodu z Hondy CRV na Volvo jakieś tam S80 czy coś takiego. Ja nawet nie wiem czym jechałem!!! :-/

Oki. Brachu mój Maciej dzisiaj aż do mnie zadzwonił z njusem, że jego zdjęcie Łysego na LPOD'zie zapodali. LPOD = Lunar Picture Of The Day. Właśnie na nie luknąłem i jestem po prostu dumny i blady z brata swego. Wprawdzie zawiadujący serwisem jeszcze się nie zorientował, że to brata mego zdjęcie no ale Maciej zapowiedział, że podjął już stosowne kroki coby kolesia uświadomić.
Gratulacje Macieju! Trzba mieć nie lada umiejętności, żeby choć przez jeden dzień w życiu błyszczeć na calutkim globie!
Cieszę się razem z Tobą!

Z innych wielkich wydarzeń dnia dzisiejszego to zakupiłem wreszcie szczotkę do zamiatania taką z długim kijem cobym się garbić nie musiał szczotką zmiotką te hektary omiatając... Chociaż dobre było to, że człowiek trochę mięśnie nóg i nie tylko sobie poćwiczył... Zakupiłem też worek Persila bo oczywiście najdroższy muszę zawsze kupować...

Temat roboty nie odpuszcza oczywiście ale jakby cieszę się, że wreszcie wiem na czym stoję. A jak czegoś nie wiem to wiem kiedy będę wiedział i to kurewsko dla mnie ważne jest.

Mimo to happy cały jestem dzisiaj, że chuj! A co? Mi też wolno się cieszyć!!!
Anna zaraz będzie się przechadzać koło hali Mirowskiej i umówiliśmy się na kawę. :-D

Dobra spadam. Idę na słonko bo mi życie prosto do żyły zapodaje...

A! Bym zapomniał... Żel do włosów muszę teraz zakupić i zamierzam to zrobić rajt nał!

Brak komentarzy: