piątek, 18 kwietnia 2008

Takie tam pierdy

Z tym wymyślaniem tytułów do postów to zawsze jest bieda...

Wczoraj wlazłem na branżowego czata... Siedzę i siedzę, patrzę i patrzę... nie ma się do kogo odezwać i jakby co raz większa niechęć we mnie wzbiera, aż tu nagle wpadłem na pomysł dodania obrazu z kamerki. Wprawdzie nic szczególnego nie pokazywałem bo w przeciwieństwie do większości byłem odziany od stóp do głów. Nawet na ujawnienie facjaty się nie zdecydowałem... ale jakby podziałało. Od razu ktoś cię chce przelecieć w tą i spowrotem. Po niedługim czasie zaczęło mnie strasznie irytować ignorowanie kolejnych użytkowników, których sam nick wskazywał na brak kompatybilności. Wpisałem zatem tekst sugerujący, że wszyscy są popaprani i proszę! Znalazła się osoba, z którą sobie pogawędziłem przez następnych kilka godzin. Okazuje się, że jednak można poczatować.
Dostałem nawet link do bloga pewnego człowieka, który w świecie VR jest już zapewne całkiem znany chociażby ze stylu swoich wypowiedzi. Problem w tym, że można przeczytać tylko ostatniego posta bo reszta jest ohaślona. Wprawdzie istnieje procedura uzyskiwania hasła ale jakby wszystko jest możliwe - wynik nieznany. Proces w każdym żeż bądź razie rozpoczęty. Post jak najbardziej intrygujący był ale póki co nie podaję linku bo nie będę reklamował czegoś, do czego nie jestem przekonany. Najpierw sam chcę się zorientować z czym mam do czynienia.

Wczoraj, jak zresztą co roku, zawdzoniła pani z banku coby mi w życiu namieszać. Mam miesiąc na spłatę całego - kurwa jego mać - kredytu! Obiektywnie rzecz biorąc nie jest to dużo ale akurat tak się składa, że limit wyczerpany do cna nie dlatego, że mam tyle kasy, ale dlatego, że jest wręcz odwrotnie! Biedni rodzice. Dobrze, że ostatnio matka zaproponowała mi pożyczkę bo bym na kolanach słaniać się przed nią musiał...
Aha. Miała być robota od kwietnia i oczywiście dupa! Najgorsze jest to, że proces nadal trwa. Gorzej. Jakby coś miało nie wyjść w obecnym podejściu to niedoszły szef ma pomysła jak to obejść co by zapowiadało, że temat jeszcze może się ciągnąć i ciągnąć.
Zacząłem poważnie myśleć o zatrudnieniu w McDonalds albogdzie... Cokolwiek co da mi choćby parę stówek jest mile widziane. Mieszkanie w końcu kosztuje, żarcie - w sumie w tej chwili nawet mniej niż fajki, ale mimo wszystko, też gratis nie dają.
Przydałoby się zredukować tempo wzrostu zadłużenia bo się nieuchronnie zbliżam do granicy wytrzymałości...

Poza tym jakimś cudem czarne chmury widać już tylko gdzieś daleko, daleko nad horyzontem...

Jakby to powiedzieć...? Vienen tiempos buenos... :-P

Bosz! Właśnie oglądam Dzień Dobry TVN i zdecydowałem. Jak tylko mnie będzie stać, jadę na kawę do Kolumbii! Nie ma zmiłuj!

Brak komentarzy: