niedziela, 27 kwietnia 2008

Onki donki!

Teraz sobie trochę popierdolę...

Właśnie przeczytałem posta pisanego pod wpływem i się za głowę złapałem ale jakby taki jezdem i nic korygować nie będę. Byk na byku ale chuk!
Upodliłem się wczoraj niemiłosiernie. Nie wiem czy to dobrze, że w towarzystwie znajomych czy może lepiej by było, gdybym był wśród obcych? Kurwa! Tak źle i tak niedobrze!
Po ostatnich akcjach dochodzę do wniosku, że na takich posiadówach nie potrafię się zachować. Nie potrafię pić. Na dicho takie coś mi się nie zdarza. Gorzej jak się tak siedzi i chleje a potem człowiek dupę ruszy i... poszło!!!
Wracając o piątej nad ranem do domu budyniowego Łysego jeszcze widziałem. Piękny! Nie wiem jakim sposobem Anna go opisała budyniowy i co to znaczy ale jakoś pasuje. Zabarwienie miał niecodziene.

Do kafeji dotarłem kreśląc esy floresy mimo woli zachowania chodu prostolinijnego. Wyszła sinusoida o umiarkowanej amplitudzie z dodatkiem drugiej harmonicznej w okolicach blaszaków pod Pajacem bo tam jakieś kurwa wystające płyty są. Kto tak kurwa chodniki robi, że się idzie zabić???
Wyglądam komicznie bo tak: zawartość lewej nadupnej kieszeni: portfel, zawartość prawej nadupnej kieszeni: fajki i komóra, zawartość przedniej lewej kieszeni: mp3 + kabelek do kompa oraz zapasowy akumulator, zawartość prawej przedniej kieszeni: klucze, wazelina, zapalniczka i gumy do żucia...
A było wziąć plecak...

Kurczaki! Tyle chciałem popisać ale z każdą minutą odchodzi mi ochota. Chyba na tym poprzestanę i sobie blogi poczytam. Może tam trochę bardziej optymistycznie będzie...

No to sobie popierdoliłem...

Brak komentarzy: