środa, 16 kwietnia 2008

No powrót do Edenu...

Bosz jakie to stare a jak się wyryło w pamięci!

Doszedłem do wniosku, że mam głęboko w nosie czy się komu spodoba ten blog czy nie. Nie będzie już tak terapeutycznie jak wcześniej. Teraz będzie coś nowego bo i trochę nowym człowiekiem - można spokojnie powiedzieć - się poczuwam.
Mimo, iż nadeszły w życiu mym takie czasy, że jestem okropnie ograniczony pod wieloma względami, to jednak nigdy nie czułem się tak wolny jak w tym właśnie momencie.

Z tego powrotu do blogowania i innych zmian, które praktykuję dość często, to już mi się tak brechtać chce, jak conajmniej z informacji, którą wczoraj usłyszałem w oczekiwaniu na pociąg na Centralnym, ale o tym za moment.

Kiedyś Krysia mi powiedziała, że tylko krowa nie zmienia zdania i mimo, że starałem się być bardziej stabilny, doszedłem w końcu do wniosku, że to również pierdolę. Problemy z samoakceptacją? Być może ale to też mi dynda conajmniej jak Foucault.

Wracając jednak do Cenrtalniaka... Wczoraj, stałem na peronie oczekując na mój tren i co słyszę? Pani przez megafona zapowiada pociąg w relacji, której nie pamiętam ale nazwa coś powinna zasugerować... Otóż pociąg został ochrzczony imieniem Prząśniczka! Jak sobie wyobraziłem to nieszczęście jak tak przędzie po tych torach to do dzisiaj, gdy o tym pomyślę, to jeden wielki brecht się rozlega...

Mój brat Maciej, też mnie dziś nieźle ubawił bo na gadu-gadu wstawił sobie taki oto opis: Wymiana powietrza nad kontynentem, lipa...
Dla niewtajemniczonych dorzucę, że brat mój Maciej, ma hopla na punkcie obserwacji nieba (astroamator) i to właśnie chodzi o to, że skoro taki went nad kontynentem się zrobił, to atmosfera jest niestabilna i nie nadaje się do obserwacji przez telepa... :-)
Uwielbiam te jego teksty!

No! To skoro już zapowiedziałem nawrót choroby, to do siego. Bóg raczy wiedzieć kiedy to nastąpi, bo póki co, w mieszkaniu nie mam praktycznie nic. Ino sprzęcik skromny do muzyczki słuchania jest bo bez niej postradałbym wszystkie zmysły.

Zdrówka!

Brak komentarzy: