poniedziałek, 21 kwietnia 2008

ja-pierdolę

No i stało się. Access granted! ja-jebie blog właściciel widocznie dzień dobroci dla zwierząt musiał posiadać bo hasło był raczył udostępnić. Linkuję bloga u siebie bo po porannej kawce i zpoznaniu się po części (zamykającej się aktualnym rokiem kalendarzowym), uznaję, że godny blog ten polecenia jest. Oczywiście robię to bez pozwolenia jakiegokolwiek, o czym właściciel zostanie w czasie stosownym poinformowany, ale... o ile tutaj mogę pierdolić co mi ślina na język przyniesie o tyle blog-ołner dowie się o tym dopiero za zakiś czas, jak będę komenta mu wpisywał, bo pod wpływem emocji to ja pisał nie będę, bo i jakoś ochoty na robienie z siebie kretyna ostatnio nie posiadywam. Tak. Jak to blogger napisał - obowiązku komentowania nie ma - ja jednak już wiem, że ni chuja, bez komentarza się nie obejdzie. Zasługuje człek. Niech zna łaskę.
Uwaga: potencjalni zainteresowani rozhaśleniem bloga pana dr J - petycje słać do niego nie do mnie. Ja hasła nie podam z przyczyn nie dających się wyjaśnić.

Wczoraj brat mój Krzysztof za plecami moimi browary zakupił. W trakcie redagowania wczorajszego, jakże nużącego, posta przyszedł ino mi nimi zamachać i głęboko do swej jamy się schował browary ze sobą porywając. A ja jak ten głupi rychło chciałem się z postem uwinąć a tu dupa! Foty się jakoś tak długo transportują na tym ustrojstwie, że szlag mnie zaczął trafiać. No ale ostatecznie jakoś poszło.

Dzień święty zatem jak pan bóg przykazał uhonorowany został. A co!
Nie żebym się schlał jak ostatnio, co to nie pamiętałem w jaki sposób z drzwiami do mieszkania otwartymi na ościerz spałem, ani jakim cudem ja się w nim znalazłem, że o obitej prawej stronie cielska od kostki po łuk brwiowy nie wspomnę.
Niemniej jednak miło się wczoraj zrobiło. Błogo wręcz... Mam tylko nadzieję, że Pan W. nazbyt molestowany przeze mnie się nie poczuł...

Czas się doinformować u przewoźnika naszego krajowego kolejowego w temacie połączeń do Wawy bo jakby wracam dziś na własne śmieci a ja tu kurwa blogi czytam...

Może coś jeszcze skrobnę tuż przed wyjazdem bo potem celibat aż do odwołania. Póki co lokal mój bez sieci i sprzętu. Szczęśliwie, jest w okolicy jakichś dwóch przystanków tramwajowych cafe internet (to nie to co Malaga, przez którą w zeszłym roku kurwa w szerz i w zdłóż się przeczołgałem w poszukiwaniu interneta), ale to już jakby inna bajka. Co innego z domowego zacisza nadawać a co innego z takiej speluny.
Sie zobaczy.

Ale pogoda się zrobiła! Błękit jak od A do Z, jak od 0 do 9 alboco! Idę na tarasa gębę do słońca wystawić i zajarać.

Z bogatej oferty pkp w końcu wybrałem jeden produkt. O 19:16 będzie Witaj Stolyco!

Brak komentarzy: